Po tej płycie wszyscy spodziewali się, że będzie kipieć lansem, a obaj dżentelmeni (Kanye? hmm…) będą obnosić się bogactwem, bo kto jak kto, ale oni mają do tego prawo. Nie zawiedli nas, lansu nie brakuje, jednak pojawiają się też utwory jak chociażby New Day. No i właśnie, ten album to trochę mieszanka nastrojów przez co nie jest spójny i nie da się go słuchać od deski do deski. Wydaje mi się, że to dlatego, że wszystkie utwory, które nagrano, na niego trafiły (to tylko moje domysły) i nie było z czego odrzucać, by stworzyć jednolity klimat. A może o taką mieszankę chodziło, a duet stwierdził, że wszystkie utwory, które nagrają trafią na płytę, bo przecież są zajebiści. Co byś o tej płycie nie myślał, nie możesz przejść obojętnie!
13
sie
11


0 Odpowiedzi do “Watch The Throne (2011)”